Translate

czwartek, 1 stycznia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku ^^

Z okazji początku Nowego Roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze. Niech problemy odejdą wraz ze Starym Rokiem. A to mały dodatek dla Was, który napisałam po północy ^^ Z góry sorry za błędy.


Bombowy Sylwester

Piotrek szybkim krokiem wracał do domu. Miał jeszcze dwie godziny do autobusu i nie zamierzał ich marnować. Był trzydziesty pierwszy grudnia i chciał jeszcze przed wyjazdem do Jolki sprzątnąć bałagan bliźniaków.

- Jak Dante to zobaczy – jęknął wchodząc do mieszkania – Dobrze, że Rose zabrała maluchy do Tobiasza.

Od razu zabrał się do sprzątania. Dante był na jakimś nudnym zebraniu zarządu firmy rodzinnej, a Kamil postanowił spędzić Sylwestra w towarzystwie kolegów z klubu karate. Został sam, dlatego umówił się z przyjaciółką na małe szaleństwo i zabawę w wysadzanie pustych puszek petardami. Kiedy byli dziećmi często tak robili, a nauczył ich tego Łukasz.

- Stare, dobre czasy – szepnął związując worek ze śmieciami – Nie pokażę tego bliźniakom.

Spakował swój plecak, po czym wyszedł z domu. Wyrzucił śmieci i ruszył na dworzec. Trochę jeszcze poczekał na autobus, ale na szczęście nie miał opóźnienia. Po godzinnej jeździe wysiadł na przystanku nieopodal drogi prowadzącej do gospodarstwa rodziny przyjaciółki. Nie zdążył jeszcze dojść do zabudowań, a powitała go podekscytowana rudowłosa.

- Masz amunicję? – Zapytała rzucając mu się na szyję. – Ja mam stertę puszek w piwnicy.

- Dwa pudełka małych i dwa wojskowych. – Wyszczerzył się puszczając jej oczko. – Do tego skołowałem kilka rakiet.

- Supcio – cieszyła się jak dziecko. No cóż, obudziła się w niej dusza piromanki. – Łukasz spędza Sylwka na poligonie, a Tomek pojechał do Warszawy spotkać się z dziewczyną.

- Ma dziewczynę?! – Zdziwiony spojrzał na Jolkę. – No proszę.

- Miałeś ostatnio trochę na głowie – zaczęła wyjaśniać w lekkim zakłopotaniu – Przez jakiś czas nie mieliśmy ze sobą kontaktu, a trochę się pozmieniało.

- Tak? – Zaczął się domyślać do czego zmierza. – Próbujesz mi powiedzieć, że masz chłopaka?

- Nie takiego zwyczajnego – mruknęła cicho – Teraz jest zajęty, tak jak twój.

- Zaraz, zaraz – przystopował ją zaalarmowany jej stwierdzeniem – Zajęty tak jak Dante, czyżby też pochodził z ciemnej strony? Znam go?

- Yhm – Przytaknęła chichocząc. – Nawet nie wiesz jak dobrze.

- Przestań bawić się ze mną w zgaduj zgadulę tylko mów – warknął podrażniony – Wzbudzasz moją ciekawość, a dobrze wiesz, że tego nie znoszę.

- Lubię się z tobą droczyć – zaświergotała uciekając do domu – Jak mnie złapiesz to ci powiem.

- Osz ty – stęknął ruszając w ślad za nią. Dopadł ją w kuchni. – Gadaj, albo załaskoczę cię na śmierć.

- To atak poniżej pasa – zarzuciła mu parskając śmiechem – Tak nie wolno!

- Zapomniałaś, że też należę do tego mrocznego światka? – Wyśmiał ją nie przestając jej łaskotać. – Tu nie ma litości siostrzyczko.

- Powiem! Powiem tylko przestań! – Wrzasnęła przez łzy śmiechu. – To Allen! Allen!

- Allen?! – W szoku patrzył w jej zielone oczy. W sumie, zauważył ich podchody, ale nie sądził, że tak szybko się zwiążą. Tym bardziej, że jego brat nie należał do osób wylewnych w uczuciach. – Nie powiem, że się tego nie domyślałem, ale i tak jestem zaskoczony.

- Nic nie umknie twojej uwadze – westchnęła poprawiając włosy – Zawsze widzisz takie rzeczy. Allen ich nie spostrzega.

- Tak go wychowano – wzruszył ramionami – pokazuje prawdziwego siebie jedynie bliskim mu osobom. Sama powinnaś to wiedzieć.

- Od niedawna – przyznała nieśmiało – Ale z początku był dość oziębły.

- Już się z tobą oswoił – zachichotał siadając na krześle przy stole – Nie należysz do łatwych dziewczyn, a twój charakterek potrafi zajść za skórę.

- Osz ty skrzacie niemyty – rzuciła w niego ścierką – twój charakterek też potrafi wnerwić człowieka.

- Wiem – wyszczerzył się odrzucając ścierkę – Dante lubi moje humorki.

- Raczej to on pokazuje ci swoje – wystawiła złośliwie język jak mała dziewczynka – płaczliwy masochisto.

- Ruda wredota – odwdzięczył się tym samym – Idę się rozpakować.

Ruszył w stronę schodów zabierając po drodze plecak.

***********

Wieczorem para przyjaciół wyszła na ganek zwabiona podejrzanym hałasem. Kiedy stanęli na zewnątrz, zobaczyli niezapowiedzianych gości. Na podwórku czekali Allen z Dante. Mężczyźni trzymali dość dziwny pakunek.

- Co wy tu robicie? – Zapytał Piotrek zdziwiony ich widokiem. – Chcieliśmy spędzić Sylwka w starym zwyczaju.

- Postanowiliśmy wam pokazać stary zwyczaj zabójców – oświadczył Allen z zadziornym uśmiechem – A poza tym nie zamierzam zostawiać mojej damy w twoich rękach braciszku.

- Znam ją dłużej – zakpił kasztanowłosy ze złośliwymi iskierkami w oczach. Postanowił się nieco podroczyć z bratem. – Spędźcie Sylwka jako para.

- Osz ty chochliku jeden – Dante cisnął w partnera śnieżką celnie trafiając w jego czoło – Trafiony.

- No wiesz – Potarł czoło w irytacji. – Śnieżką we mnie? Nie licz na noworocznego buziaka.

- Kochanie – doskoczył do niego i złapał go w pasie – Sam sobie wezmę należność w ramach rekompensaty za twoje złośliwości.

- Uważaj Piotruś – ostrzegła go Jolka w śmiechu – okazja czyni złodzieja.

- Co?! – Nie za bardzo zrozumiał przyjaciółkę. Jednak szybko zobaczył o co chodziło, gdy Allen pociągnął ją do siebie. – Hej, to zmasowany atak. A ty jesteś zdrajczynią ruda marchewko.

- Marchewko! – Wycedziła przez zęby zbierając z ziemi śnieg. – Przytrzymaj go chwilę Dante.

- Ani mi się waż – starał się wyrwać z uścisku Sicariusa, ale pośliznął się na lodzie i uderzył twarzą w jego twardy tors – cholera.

- Mój ty skrzacie niewyparzony – usłyszał przesłodzony głos rudowłosej, a gdy podniósł głowę, na jego twarzy wylądował zimny śnieg boleśnie mrożąc mu policzki. – Jesteśmy kwita.

- A wcale, że nie! – Chciał jej oddać, jednak Dante wciągnął go do domu. – Puszczaj! Jeszcze z nią nie skończyłem.

- Odpuść – zasugerował mu partner rozbawiony całą sytuacją – to dziewczyna.

- To nie zmienia faktu, że należy się jej lanie – mruknął nadal się z nim szarpiąc – Jak natrę ją śniegiem wówczas będziemy kwita.

- Rezerwuję pokój nad garażem – rzucił w śmiechu Dante wlokąc kasztanowłosego w stronę korytarza prowadzącego do garażu – Spotykamy się kwadrans przed dwunastą przed domem.

- Powodzenia – pożegnał go Allen zadowolony z rezultatu nieoczekiwanej wizyty – weź go w obroty, by nie wtrącał się w moje sprawy.

- Ja to sobie zapamiętam – warknął Piotrek wygrażając pięścią bratu – Sprzedałeś brata dla chwili z dziewczyną.

- To chyba naturalne chochliku – szepnął mu do ucha Dante – Powinniśmy dać im nieco czasu.

- Zrozumiałem – bąknął udając dąsy – możesz mnie puścić.

- A nie będziesz próbował żadnych sztuczek? – Zapytał go dość podejrzliwie.

- Pytasz jakbyś mnie nie znał – rozłożył teatralnie ręce z psotnym błyskiem w oczach – Głupek.

Wyśliznął się z ramion mężczyzny, po czym uciekł do garażu. Ledwie zdążył wdrapać się do pokoju, a został złapany i rzucony na łóżko.

- Twój głupek cię złapał – wpił się w jego usta i lekko przygryzał miękkie wargi – Zrób mi mały striptiz.

- Trochę tu zimno – kluczył rumiany z zawstydzenia – A może zrobimy wymianę? Ja coś zdejmę i ty też.

- Ok. – zgodził się szczerząc – Ja zdejmę ci jedną rzecz, a ty zrobisz to samo ze mną.

Mówiąc to ściągnął bluzkę chłopakowi razem z podkoszulkiem obnażając jego tors.  

- Miało być po jednej rzeczy – zarzucił mu Piotrek drżąc z zimna – Chłodno tu.

- Zaraz się rozgrzejemy – zapewnił go Sicarius muskając ustami jego szyję – twoja kolej.

Zielonooki rozpiął jego kurtkę i z rezygnacją patrzył na guziczki czarnej koszuli. Nie zamierzał się jednak szybko poddawać, dlatego mocno szarpnął materiał wyrywając małe, okrągłe zatrzaski. Tym ruchem zaimponował mężczyźnie, który wsunął dłonie za jego pasek w spodniach.

- Niecierpliwy z ciebie chochlik – mruknął mu do ucha przygryzając jego płatek – Połóż się, a fachowo cię zadowolę.

- Nie kuś – stęknął czując jak jego męskość daje o sobie boleśnie znać – A co mi tam. Pośpiesz się.

- Taki układ mi odpowiada – zadowolony zniżył się do rozporka chłopaka i zębami odpiął zamek uwalniając nabrzmiałego członka – Jesteś już taki twardy skarbie.

- Oj zamknij się – pociągnął jego głowę w górę i namiętnie wpił się w jego usta – Nie torturuj mnie Dante.

- Wszystko w swoim czasie – Sicarius pomógł mu ściągnąć spodnie – zaraz trafisz do raju.

Delikatnie muskał ustami nagi tors chłopaka dłużej zatrzymując się przy sutkach i stwardniałych brodawkach. Kiedy lekko je przygryzał ten uroczo zagryzał dolną wargę, powstrzymując swoje jęki. Jednocześnie  masował wewnętrzną stronę drżących ud wędrując do pachwin, a stamtąd do nabrzmiałej męskości kochanka. Widział, jak pięknie reaguje na jego zabiegi wijąc się na prześcieradle i posapując. Wsunął w jego usta dwa palce nawilżając je śliną. Następnie zataczając kręgi wokół drżącej dziurki umieścił jeden z nich w ciepłym wnętrzu. Z premedytacją pocierał wrażliwy splot mięśni wydobywając z jego ust słodkie westchnięcia i stęknięcia. Marzył o tej chwili siedząc na nudnym spotkaniu zarządu. Wysłuchiwał przedłużających się analiz i planów tych starych wyg pocieszając się myślą, że wieczorem posiądzie swojego chochlika. Teraz mógł dać ujście swoim erotycznym zachciankom, bo chłopak w tym stanie był skory do współpracy, chętnie mu się oddając. Kiedy wsunął w niego trzeci palec, uznał że dostatecznie go przygotował. W pierwszej chwili chciał wziąć go od razu, ale opanował się, wiedząc że mają jeszcze przed sobą pokaz fajerwerków.

- Dante trollu – wydyszał Piotrek niecierpliwie kręcąc biodrami – mógłbyś się pospieszyć i go wsadzić?

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – uśmiechnął się całkowicie w niego wchodząc – Niezależnie jak bardzo cię przygotuję, ty zawsze jesteś tak przyjemnie ciasny.

- Nie pieprz tylko zacznij się poruszać kochanie – poprosił podniecony chłopak - Jeszcze chwila, a oszaleję.

- Już, już – zachichotał zaczynając powoli się ruszać, jednak po chwili zmienił ich pozycję sadowiąc go na sobie – może chcesz pobawić się w dżokeja?

- Z przyjemnością rozpędzę się cię koniku – mruknął szybciej poruszając lędźwiami. Tak seksownie przy tym wyglądał, że Sicarius nie mógł spuścić z niego drapieżnego wzroku. – Patataj.

- Żartowniś – posłał zielonookiemu figlarne spojrzenie, po czym przytrzymując jego biodra pogłębiał penetrację. To z kolei wyrywało z jego gardła krzyki. Doszedł w nim zalewając nasieniem jego wnętrze. Piotrek zmęczony opadł na jego tors ciężko dysząc. – Chodź tu śliczny.

Przyciągnął go bardziej i namiętnie pocałował. Agresywnie walczył o dominację doprowadzając w ostateczności do kapitulacji chłopaka. Ich języki splatały się ze sobą, by następnie badać wszystko wokoło. Przygryzali i ssali wargi czasem zderzając się zębami. Po dłuższej chwili oderwali się od siebie łapiąc oddech.

- Cieplej ci? – Spytał Dante muskając jego spocone czoło.

- Yhm – mruknął sennie wtulając się w bok partnera – potrafisz rozgrzać człowieka.

- Prześpij się – polecił mu nastawiając zegarek – Mamy dwie godziny wolnego czasu.

- Nie musisz mi powtarzać – uśmiechnął się naciągając na siebie grubą pierzynę - tylko nie waż się ode mnie odwracać. Śpimy jak misie.

- Gdzież bym śmiał porzucać cię moje kochanie – odparł gładząc delikatnie jego dół pleców – Obudzę cię na fajerwerki.

************

Wpół do dwunastej Dante obudził Piotrka subtelnym pocałunkiem. Zaspane zielone oczy spojrzały na niego spod przymrużonych powiek.

- Czas na hucznego Sylwestra – poinformował chłopaka z zadziornym uśmieszkiem – wstawaj, a jak nie możesz iść, to cię poniosę.

- Mam petardy w plecaku – ziewnął kasztanowłosy powoli podnosząc się do siadu – brrr, ale zimno.

- Trzymaj – nałożył mu gruby sweter z golfem – uroczo wyglądasz.

- Bardzo śmieszne – sarknął krzywiąc się na kłucie w tyłku – chyba trochę przesadziłem.

- Czyli cię niosę – orzekł Sicarius całując go w czubek nosa – Załóż przed tym spodnie.

- Toż to wiem – zarumienił się szukając spodni. Niestety były po drugiej stronie łóżka, czyli poza jego zasięgiem – Mógłbyś mi je podać?

- Oczywiście – sięgnął po nie i podał je zażenowanemu chłopakowi – Proszę bardzo.

- Dziękuję – nałożył dżinsy i resztę garderoby – jestem gotowy.

- W takim razie ruszajmy – wziął go na ręce i zszedł do garażu. Następnie skierował się w stronę wyjścia. Na zewnątrz czekali na nich Allen z Jolką. Dziewczyna również była niesiona. – Wcześniej przygotowaliśmy wam miejsca siedzące.

- Obaj to sobie zaplanowaliście – zauważyła rudowłosa z przekąsem – Chcieliście mieć pewność, że usadzicie nas w jednym miejscu by mieć wolne pole manewru.

- Coś w ten deseń – przytaknął jej Allen – I widać, że plan działa. Wcześniej tak ochoczo mi się oddawałaś.

- Jeszcze słowo, a zamorduję – oblała się rumieńcem wstydu – Bo urządzę ci celibat.

- Sama nie wytrzymasz w tym postanowieniu – skradł jej buziaka w śmiechu – Zobacz na mojego brata.

- Masz w czymś problem bracie? – Posłał brązowowłosemu ostrzegawcze spojrzenie. – Dante sobie pozwala, ale zna granice.

- Wścieka się gdy je przekraczam – oświadczył Sicarius chichocząc – jednak uwielbiam doprowadzać go do ostateczności. Kto nie ryzykuje ten nie ma.

- Też prawda – przyzna mu Allen, po czym wyciągnął z przyniesionego wcześniej pakunku granaty – Zaraz zacznie się zabawa.

- Powaliło was do reszty?! – Piotrek w szoku patrzy na podręczny arsenał brata i partnera. – Okradliście zbrojownię?

- Mieliśmy robótkę w Kolumbii – poinformował go Dante – trafiliśmy na grupkę rebeliantów i skonfiskowaliśmy im trochę amunicji.

- Tylko mi nie mów, że chcecie to odpalać – Jolka w strachu aż drgnęła. Ok. miała duszę pirotechnika, ale bez przesady. Petardy w zupełności jej starczały. – Oszaleliście?! Sąsiedzi pomyślą, że wybuchła trzecia wojna światowa.

- Nie dramatyzuj – uspokajał ją Allen – Jesteśmy wystarczająco daleko od innych domostw, więc nie widzę przeszkód.

- Mamy też wasze petardy dzieciaki – usłyszeli czyjś głos zza siebie. Po chwili zobaczyli Avisa z Ravenem. – amatorszczyzna.

- Nie no – jęknęła Jolka na widok ojca z małą wyrzutnią rakiet w rękach – Powaliło was centralnie.

- Trzymajcie – Raven podał Piotrkowi i dziewczynie powiązane ze sobą petardy – w takim wydaniu dadzą nawet imponujący wybuch.

- Zwalicie mi tu gliny – stęknęła w panice – Banda oszołomów.

- Dziesięć, dziewięć… – Zaczął odliczanie Allen. – Trzy, dwa, jeden!

Każdy z mężczyzn wyrzucił w dal po granacie, tworząc przez to mini poligon. Po około kwadransie ziemia wokoło domostwa była podziurawiona lejami po wybuchach. Huki były tak silne, że fajerwerki się do tego nie umywały, a petardy okazywały się zabawką dla dzieci.


- No to weszliśmy w Nowy Rok z hukiem – zażartował słabym głosem Piotrek na widok powstałego pobojowiska - Dosłownie mieliśmy bombowego Sylwestra.